I stała się światłość

Nie było duże, mimo to w jakiś dziwny sposób wydawało się rosnąć z każdą chwilą… Rozprzestrzeniało się delikatnie, niemal niezauważalnie, acz z pewnego rodzaju dramatyczną determinacją, tak charakterystyczną dla każdego zjawiska fizycznego… Jak prawo przyciągania, jak przejście w stan gazowy… Zaczynało się chyba w samym środku. – A może gdzieś w okolicach żołądka? – pomyślał – Przecież okolice serca brzmiałyby zbyt tendencyjnie.

Otworzył powoli oczy, po czym zamknął je gwałtownie.
– Czy tak właśnie powinno się robić? – zastanawiał się – Mam być przerażony? Krzyczeć głośno: „Nie! Nie chcę, zostawcie mnie!” Ale niby do kogo? A może pogodzony z losem, biernie i z godnością zacząć przyjmować swoje przeznaczenie? Bić się w pierś, z monotonnym zawodzeniem „Mea Culpa, Mea Culpa” pochylać pokornie głowę. Może paść do tego na kolana?… Nie, no przecież leżę…

Podjął decyzję. Najpierw się zastanowi nieco, może wskazówka sama przyjdzie do głowy…. Dopiero wtedy otworzy szeroko oczy.

Otworzył szeroko oczy.

– Głupio zastanawiać się z zamkniętymi oczami, przecież nie jestem tchórzem – pomyślał dzielnie.

Zobaczył nic. Jakże pięknie i obficie wylewało się z każdego zakamarka, z każdej perspektywy… Nic doskonałe, nic absolutne, wszystkie możliwe odmiany nic. Nic odpowiednie na nudne wieczory przy butelce wina, nic w sam raz na ciepły, filcowany płaszcz jesienny, nic idealne na słodkie jabłka na szarlotkę. Jak morska bryza, jak pierwszy pocałunek, jak ostatnie tchnienie. Pachniało przepięknie, śmierdziało jeszcze bardziej… Jak nic. Porażało mnogością barw i wielością wzorów, jak mozaika myśli, wrażeń i pomysłów. Nie było nic. Zupełnie nic.

– No i co teraz? – pomyślał – No i co teraz?! – krzyknął. – Może ktoś mi łaskawie powie? Aaa… Łaska… – przypomniał sobie. Zastygł. Zakrył twarz dłońmi. Nagle jego ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze. Jak spazmatyczne konwulsje. Raz za razem… Najpierw cicho, potem coraz głośniej nic zaczęło wypełniać jego śmiech. Perlisty, głęboki, złośliwy i serdeczny.

– No i co teraz?! – powtórzył teatralnie, zwracając się do wyimaginowanej publiczności w teatrze nic. Przyjął dramatyczną pozę, wyprostował ciało, lewą rękę podniósł do góry i chichocząc głupkowato krzyknął ironicznie:

– A może…. niech stanie się światłość, co?!

I stała się światłość.

Aż się zatoczył. Przewrócił się, obejmując rękami kolana zaczął się kołysać… w lewo, w prawo, w lewo, w prawo…

– Kurwa, kurwa… – szeptał cicho jedyne mądre słowa, które przychodziły mu do głowy. Zacisnął mocno oczy, z których płynęły łzy.

Jestem.

photo-1433574466251-fe1be0d9b3d2

Reklamy

2 thoughts on “I stała się światłość

  1. Przeczytałem raz , pięć, dziesięć i wow! O motylach…. o strachu przy podejmowaniu brzucho- motylich decyzji, tchórzostwie, kiedy przyjdzie do nas COŚ, a my uporczywie, że to Nic, Nic, Nic i czekanie na trzęsienie ziemi aż wskazówka co robić sama przyjdzie do głowy- rozsądna brrr, fuj i zniszczy czar i wszystko. A potem, jak NIC zniknie pozostaje nam tylko powiedzieć kurwa!, kurwa! i zapłakać, bo w dobrym tonie jest pokazać ach! jaki ja biedny jestem… zamiast skorzystać i pójść za smakowitą mnogością barw, wrażeń i pomysłów,… zwariować, zanurkować w szczęściu….
    Facet to pisze!
    Autorka Ona, a podmiot On…. Czy o ONYM w tym opowiadaniu celowo? Czy to o zniewieściałości mężczyzn? Chyba nie generalizujmy- tu męska solidarność się odezwała ….. bo farfocel ten bohater i głupek …. Niech się więc dalej mazgoli i rozczula nad sobą …
    To teraz przeczytam sobie po raz jedenasty i zrozumiem znowu inaczej- alleluja! i …stanie się światłość…..
    Mniam, mniam pycho opowiadanie!!!
    PS
    Dwa razy pisałem ten komentarz (rozumiałem też inaczej opowiadanie!), bo w momencie wysyłania wersji nr 1 neta mi wcięło i poszło wszystko w kosmos, gdyby nie to proszę jedną wersję wyrzucić…. albo nie….

    Lubię to

  2. Franek,mam tak samo,jak Ty 🙂 czytałąm kilka razy,za każdym razem inaczej rozumiem. To chyba dobrze? Nie ogarnęłam jeszcze wszystkiego,ale ogólny zarys jest taki- JA JESTEM! Ja-moje jestestwo,moja dusza,jakkolwiek to nazwiesz. Nie-ja Ela,czyjaś partnerka,córka,siostra.. JA. To,kim byłam,jestem i będę,bez względu na ciało,jakie noszę,zawód,jaki wykonuję. JA. Jestem!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s