„Tym razem naprawdę się zmienię”, czyli o wielkiej potrzebie wiary osób współuzależnionych

Oto ona. Na pewno nieraz ją widziałeś. Żona alkoholika. Czasem pobita, mizerna, nieustannie tłumacząca męża. Być może z gromadką równie mizernych dzieci. Dziwna jakaś. Głupia. Nie odejdzie. Pewnie dobrze jej tak. Pewnie sama pije.

Zapewne nieraz zdarzyło ci się tak pomyśleć. Bo przecież tkwienie na własne życzenie w tak patologicznym układzie wydaje się być nie do pomyślenia. Zapewne też nie słyszałeś dotąd o współuzależnieniu. 

Życie osoby uzależnionej kręci się wokół przedmiotu uzależnienia, butelki z alkoholem, narkotyku czy leków. Jeśli jest to uzależnienie fizyczne – jej organizm już na poziomie komórkowym będzie domagał się zaspokojenia głodu, aby móc pozbyć się bardzo nieprzyjemnych objawów tzw. zespołu odstawiennego (biegunka, drżenie mięśni, wymioty, ogólne złe samopoczucie itp.). Jeśli jest to uzależnienie psychiczne – jej psychika będzie odczuwała nieznośny dyskomfort, dopóki przedmiot uzależnienia nie przyniesie oczekiwanej ulgi. A co dzieje się z osobą współuzależnioną? Wbrew nazwie nie będzie ona intoksykować się razem z osobą uzależnioną. Przedmiotem uzależnienia osoby współuzależnionej staje się sam uzależniony i to właśnie wokół jego uzależnienia zaczyna kręcić się całe jej życie.

Niewyraźna granica normy i patologii

Ktoś niezaangażowany, stojący z boku, może dostrzec wyraźnie patologię i zdumiony zadać rozsądne pytanie: czy ona tego nie widzi, co się dzieje? Otóż… nie. Początki zwykle są niedostrzegalne. Przecież teoretycznie każdy z nas może napić się alkoholu. Każdemu może czasem zdarzyć się wypić za dużo. Potem przecież wszystko wraca do normy. Z czasem jednak takie nieprzewidywalne sytuacje zaczynają zdarzać się trochę częściej. Osoba współuzależniona widzi to, ale… jakby nie widziała. Pojawiają się mechanizmy obronne, które znacznie ograniczają świadomość zbliżającej się patologii, przejawiające się m.in. w przekonaniach typu: „pewnie przesadzam, wydawało mi się, przecież teraz jest wszystko w porządku, lepiej o tym zapomnieć itp.” Tym bardziej, że bliski przeprasza, obiecuje poprawę. Stara się. Jak mu nie wierzyć? Przekonuje, że ma nad tym kontrolę. Chcemy wierzyć. Przecież jesteśmy dorosłymi ludźmi, mamy kontrolę nad swoim życiem, to na pewno jeszcze nie jest nienormalne. My przecież nie znaleźlibyśmy się w takiej sytuacji. Tym bardziej, że osoba uzależniona przekonuje nas bardzo gorliwie, że nic złego się nie dzieje. Z czasem coraz bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że to my mamy problem, a nie ona, że z nami jest coś nie tak, nic nam się nie podoba, czepiamy się… Właściwie to może my jesteśmy tak nieznośni, że to przez nas pije? Paradoksalnie chcemy w to wierzyć… Chcemy, bo skoro to nasza wina, to znaczy, że mamy wpływ i kontrolę i jeżeli zmienimy nasze postępowanie wobec bliskiego, to wszystko będzie dobrze… Błędne koło zaczyna się nakręcać i nim się obejrzymy, nie widzimy już kiedy i jak dawno granica normy została przekroczona. Tkwimy w niej po uszy. A im bardziej pragniemy wyjść na drogę zdrowego funkcjonowania, tym bardziej zanurzamy się w bagno patologii. Jak to się dzieje?

Iluzja kontroli

Osoba współuzależniona jest to często osoba nadmiernie odpowiedzialna, wykazująca się nadmierną empatią, przedkładająca dobro i komfort innych ponad swoje potrzeby. Nie lubi podejmować drastycznych działań i zmian, nie ma wysokiego poczucia własnej wartości. Kiedy zaczyna zdawać sobie sprawę z problemu, który pojawia się u bliskiej osoby, stara się mu pomóc poprzez przejęcie kontroli i odpowiedzialności. Jest to jednak kontrola bardzo pozorna i doraźna. Mimo to jednak stwarza ona, chociaż tymczasowo, iluzję normalności. Taka iluzja daje chwilową ulgę. Taka iluzja w pewnym momencie staje się codziennym sposobem funkcjonowania. Czym się przejawia?

Przyjrzyjmy się związkowi, w którym partner spożywa nadmiernie alkohol. Partnerka, znając już typowe zachowania partnera, będzie próbowała wcześniej im zapobiec, aby sobie samej czy dzieciom stworzyć pozory normalności. I tak na przykład – aby zapobiec awanturze o brak alkoholu w domu, sama kupi mu jedno piwo, bo wie, że będzie wtedy spokojny i szybciej uśnie. Odmówi wzięcia udziału w uroczystości rodzinnej, wiedząc, że po alkoholu partner może doprowadzić do krępujących sytuacji w obecności dalszej rodziny. Pojedzie po niego do baru, w którym zwykle pije z kolegami i wyciągnie za fraki do domu. Ugotuje pożywny rosół na kaca, żeby szybciej doszedł do siebie. Zbierze go z klatki schodowej i posprząta wymiociny, żeby nie było wstydu przed sąsiadami. Zadzwoni do pracy i wytłumaczy jego nieobecność nagłą wysoką gorączką. Odbierze z komisariatu. Mimo nieprzespanej nocy posprząta w domu i ugotuje obiad, żeby dzieci nie zauważyły, że coś się dzieje. Weźmie pożyczkę i spłaci jego długi. A gdy alkoholik w końcu straci pracę – pomoże mu załatwić nową, bo przecież trzeba utrzymać rodzinę.

Co jakiś czas będzie już na skraju wytrzymania. Po kolejnej pijackiej awanturze czy wybryku partnera będzie miała na tyle dość, że sama zrobi mu awanturę, albo postawi przed wyborem – albo ten przestaje pić, albo ona odchodzi. Co robi wówczas partner?

Albo wmawia jej, że to ona ma jakiś problem ze sobą, przecież wszystko jest w porządku – długi uregulowane, w domu posprzątane, obiad ciepły na stole paruje. W końcu osoba współuzależniona bardzo skutecznie dba o zachowanie iluzji normalności i jak najszybsze usuwanie z ich rzeczywistości skutków picia partnera. Ponieważ znacznie ogranicza mu możliwości poniesienia konsekwencji swojego uzależnienia – on rzeczywiście jest przekonany, że to jest jej problem, a nie jego.

Druga opcja to żarliwe przyznanie racji i pełna krokodylich łez dramatyczna obietnica poprawy, a także wyznania miłości, które w tym przypadku mają charakter manipulacyjny – skoro on mnie tak kocha i chce dla mnie się poprawić, to jak mogę mu nie wierzyć, czy teraz go zostawić? Przecież on dla mnie się zmieni! I początkowo może się starać. Coraz szybciej jednak nałóg wygrywa.

Potrzeba wiary

Mimo kolejnej awantury i kolejnej obietnicy poprawy partnerka wciąż będzie wierzyć. Tak bardzo bowiem potrzebuje wierzyć. W jaki bowiem inny sposób może sobie poradzić z przerażającym poczuciem bezradności? Nie zna takiego. I tym sposobem spirala współuzależnienia coraz bardziej się nakręca. Osoba uzależniona brnie w swój nałóg. Osoba współuzależniona zaś coraz bardziej brnie w rozpaczliwe próby tworzenia iluzji kontroli nad czymś, nad czym nie ma żadnej kontroli. Ani tym bardziej odpowiedzialności. Spróbujcie jednak jej to powiedzieć, a na zawołanie pojawi się cały wachlarz argumentów, tłumaczący jej tkwienie w tej chorej sytuacji. Popatrzy na was jak na człowieka bez serca – przecież nie można zostawić na pastwę losu człowieka, którego się kocha! Przecież ona sama sobie nie poradzi. Przecież on sam sobie nie poradzi. Przecież… Tym samym jej potrzeby, stan psychiczny, życie, przyjemności schodzą coraz bardziej na plan dalszy. Życie coraz bardziej traci barwy, a ona sama staje się coraz bardziej nerwowa lub apatyczna, spada jej motywacja do aktywności, wycofuje się z kontaktów z innymi osobami, pojawiają się coraz bardziej utrwalone przekonania o własnej odpowiedzialności za tę sytuację, poczucie niemożności wyrwania się z niej, poczucie winy pomieszane z poczuciem krzywdy (częściej dominuje to pierwsze). Nie rozumie, że sama ma poważny problem, który coraz bardziej niszczy jej psychikę. Zazwyczaj nawet do głowy jej nie przyjdzie, że ma pełne prawo szukać pomocy dla siebie. Niewiele osób zna mechanizm współuzależnienia. Ona sama zazwyczaj nie zna, jak więc może oczekiwać zrozumienia i wsparcia od innych? Patrzy więc na siebie, tak jak ludzie patrzą na nią. Bo głupia taka. Pewnie dobrze jej tak.

Gdzie szukać pomocy?

Aby pomóc osobom uzależnionym i współuzależnionym, zostały powołane Gminne lub Miejskie Komisje Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Osoba współuzależniona może tam złożyć wniosek, w którym zgłasza problem alkoholowy swojego bliskiego. Jeżeli obawia się reakcji z jego strony, może zastrzec sobie anonimowość. Komisje współpracują z różnego rodzaju specjalistami i służbami – policją, sądami, Miejskimi Ośrodkami Pomocy Rodzinie, psychologami, specjalistami ds. uzależnienia, prawnikami, pracownikami socjalnymi, itd. Po potwierdzeniu choroby alkoholowej (na skutek wywiadu środowiskowego i badania przez biegłych specjalistów), chory zostaje zobligowany do podjęcia dobrowolnego regularnego leczenia. Jeżeli tego nie zrobi (co zdarza się zazwyczaj), wówczas decyzją sądu zostaje skierowany na przymusowe leczenie w warunkach stacjonarnych. Co najważniejsze – pozostali członkowie rodziny mogą również liczyć na pomoc – od leczenia terapeutycznego dla osób współuzależnionych i DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików) poprzez pomoc prawną, jeżeli jest taka potrzeba. Warto jeszcze wspomnieć o grupach samopomocy Al – Anon dla osób współuzależnionych, skupiających ludzi o podobnych doświadczeniach bezradnej i często tragicznej walki z uzależnieniem bliskiego członka rodziny.

photo-1416235150813-dcb31b0653e8

Reklamy

10 thoughts on “„Tym razem naprawdę się zmienię”, czyli o wielkiej potrzebie wiary osób współuzależnionych

  1. Tak,tak..z zewnątrz to wygląda tak właśnie..Tylko ci,co poznali gorzki smak bycia współ- lub uzależnioną,zrozumieją bierność i niemoc. i wielką moc,jaka trzeba w sobie mieć,by się wreszcie z tego wyrwać.

    Polubienie

      1. Uwierzyłam kiedyś alkoholikowi, niestety utopił mnie. Nie jestem z nim, ale topielcem pozostałam i czy kiedyś zacznę żyć normalnym życiem? To wie Bóg.

        Polubienie

      2. Bardzo mi przykro. Myślę, że to bardzo dobre porównanie – alkoholik topi swoich bliskich w spożywanym przez siebie alkoholu…
        Tak, z całą pewnością masz szansę na normalne życie… Może warto skonsultować się ze specjalistą, który wie jak pomóc?
        Trzymam kciuki!

        Polubienie

  2. Nie wiem, czy ten sam, ale na pewno podobny mechanizm współuzależnienia obserwuję w przypadku zaprzyjaźnionej rodziny. Ja widzę w ich relacjach elementy przemocy, oni tego nie zauważają. Pozostałe symptomy prawie identyczne jak powyżej napisałaś. I tak sobie trwają w sytuacji, którą, wydawałoby się, można naprawić.

    Polubienie

  3. Smutne to, ale takich przypadków jest bardzo dużo. Często osoby, które dostrzegają nieprawidłowości i je sygnalizują, a więc mogą przyczynić się do przerwania błędnego koła, spotykają się z wrogością i atakiem, co z kolei sprawia, że w końcu wycofują się z prób udzielenia pomocy ( i nie ma co im się dziwić, nikt z nas nie czerpie przyjemności z bycia na własne życzenie przedmiotem złości). I koło znów się zamyka, a chora homeostaza zostaje utrzymana…

    Polubione przez 1 osoba

  4. A ja znam wyjątek potwierdzający regułę. Nazwałbym go metodą trzech prób. Było to rozciągnięte w czasie, ale kobieta nie uzależniła się. Alkoholizm męża, leczenie i po trzecim leczeniu i powrocie do picia, po kolejnej awanturze policja… i po kolei: ostrzeżenie, po kolejnym razie sprawa sądowa i wyrok w zawiasach, kolejny raz odwieszenie wyroku i dołożenie kolejnego i odsiadka. W trakcie pobytu w wiezieniu sprawa rozwodowa i na trzeciej rozwód. Kobieta odżyła, poznała nowego partnera- kwitnie. Wiem, że to wyjątek, ale się zdarzają……

    Polubienie

  5. Czytając ten wpis , to tak jak bym widziała siebie :/ Smutne jest to ale takie prawdziwe , za każdym razem myślę że dam radę wyciągnąć go z tego , ale z drugiej strony wiem że sama już nie dam rady 😦 A co jeśli osoba uzależniona najpierw w trudnej chwili chce pomocy a za chwilę mówi Ci że ona sama sobie poradzi??? Błędne koło się zamyka , i najgorsze jest usprawiedliwianie alkoholika że on tak nie zawsze robi, że to tylko kilka piwek ( czy kieliszków ) , że to przecież tylko impreza w towarzystwie przyjaciół 😦 Człowiek ma ochotę zostawić taką osobę , ale przecież Ja Go Kocham , tworzymy rodzinę , nie bije mnie tak to sobie tłumaczę :/ Śmieszne , żenujące może i tak ale tak właśnie myśli osoba współuzależniona :/

    Polubienie

  6. Niestety taka chwiejność osób uzależnionych w przyznawaniu się do potrzeby pomocy jest bardzo częsta. Prowadzi to do coraz większej dezorientacji bliskich… i zamykania się błędnego koła. Aby z niego wyjść warto skorzystać z pomocy specjalistów, którzy nie będą poddawać się manipulacjom, którym ulegają współuzależnieni.
    Zachęcam do podjęcia próby wyjścia z tego błędnego koła i rozpoczęcia walki o siebie samą. Życzę powodzenia!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s