Pieśni nieukojenia

– Otwórz mi drzwi – poprosił.

– Nie – Człowiek dla pewności przekręcił dwukrotnie zamek.

– Otwórz, proszę – powtórzył cicho.

– Nie ma mowy – Człowiek zaparł się plecami i skrzyżował ciasno ramiona, jakby chcąc tym mocniej potwierdzić nieodwołalność swojej decyzji.

– Ale to, że schowałeś się przede mną za drzwiami niczego nie zmienia, wiesz? Ja wciąż tu jestem i udawanie, że tak nie jest wcale nie pomoże.

– Pomoże! – Człowiek miał nagle trzy lata i tupał uparcie nogą.

– Wiem, że nikt mnie nie chce. Ale ja i tak muszę zrobić swoje. Lepiej więc żebym wykonał swą pracę w porozumieniu z tobą, niż sam, po omacku. Wtedy będą znacznie większe szkody…

– Ale ja ciebie nie lubię – oczy Człowieka zrobiły się wilgotne, policzki nabrały niezdrowych rumieńców, a usta zaczęły drżeć niekontrolowanie – Odbierasz mi wszystko – zastygł – Nie ma we mnie wtedy nic, tylko ty…

– Przykro mi – wyszeptał Smutek.

Człowiek wyciągnął po omacku rękę i zrezygnowany otworzył drzwi. Wraz z nadejściem Smutku cały dom Człowieka zrobił się szary, suchy, pozbawiony głębi i energii. Słońce przestało zaglądać z zaciekawieniem przez okno, a meble stały ciężko i niewygodnie w najmniej odpowiednich miejscach. Świat na zewnątrz nietaktownie oddychał codzienną kakofonią, zbyt głośno, zbyt żywo, zbyt boleśnie w swej niestosownej normalności. Człowiek oparł się bezradnie o ścianę, by po chwili ześlizgnąć się po niej na ziemię. Dłonie spoczęły bez życia na podłodze i pozostały nieruchome. Smutek ścisnął jedną z nich.

– Ty bolisz! – jego głos drżał. Łzy, pozbawione już dotychczasowej kontroli, zalewały całą jego twarz, uciekając pospiesznie na podłogę. – Tak bardzo! – drżenie przeszło w szloch, a następnie w krzyk. Dziki, pełen bólu, nieludzki krzyk. Drugą rękę mocno pochwyciła Rozpacz. Człowiek kiwał się, raz w jedną, raz w drugą stronę, jak serce dzwonu uderzające raz po raz w rozognione i kaleczące ściany bólu.

Bez końca.

Ucichł. Rozpacz odeszła, wcześniej uścisnąwszy mu dla otuchy dłoń. Smutek wciąż trzymał Człowieka za rękę, delikatnie gładząc go po mokrym policzku. Człowiek milczał, a jego spojrzenie odeszło bardzo daleko, opierając się pozornie o przeciwległą ścianę. Do mieszkania wraz z ciszą wszedł Żal. Ukłonił się Smutkowi bez słowa, a następnie przykucnął przy Człowieku i objął go z całych sił, otulając kocem z ciszy. Szeptał mu do ucha bezgłośne pieśni nieukojenia, w rytm których obaj kołysali się rytmicznie. Od ciszy, od ciszy. Żadne ludzkie słowa nie były w stanie wypowiedzieć treści tych pieśni.

Nadeszła noc. Żal wraz ze Smutkiem pochwycili Człowieka na ręce i zanieśli do łóżka. Niczym troskliwi rodzice zaczęli opowiadać mu opowieści z krainy smutku. Człowiek z zamkniętymi oczami słuchał, a może drzemał, nie mieli pewności, to jednak nie miało większego znaczenia. O świcie wszystkie opowieści zostały wypowiedziane, a Smutek z Żalem po cichu zamknęli za sobą drzwi.

Człowieka obudziło głodne słońce i apetyczna kakofonia rzeczywistości. Cisza, ujadając, wybiegła na spacer.

photo-1455368109333-ebc686ad6c58

Reklamy

7 thoughts on “Pieśni nieukojenia

  1. Gdzieś,kiedyś przeczytałam zdanie-emocje mają to do siebie,że przemijają.Namalowałaś to..
    Warto o tym pamiętać,gdy odwiedza nas Smutek. I nie zapominać,gdy w domu rozgości się Radość.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s