„Potem” pod płotem

Był wczesny jesienny poranek. Dzień leniwie ściągnął z siebie nocną pierzynę snu i wystawił na próbę zmarznięte stopy z łóżka. Człowiek pospiesznie zawtórował mu mamrocząc pod nosem:

– Tyle rzeczy do zrobienia, tyle obowiązków, tyle planów. Ja idę pierwszy do łazienki! – skoczył żwawo w przygotowane wieczorem kapcie i ledwo wyrabiając na zakręcie wybiegł z sypialni. Dzień popatrzył na niego z przytępionym zdumieniem, po czym postanowił popatrzeć sobie nieśpiesznie przez okno na Poranek.

Człowiek uznał, że przesunie śniadanie na tradycyjne „potem”, aby wcześniej skupić się na jesiennych porządkach w ogródku. Machał na lewo i prawo grabiami, z rozwianym włosem biegał pospiesznie z taczką pełną liści, zirytowany otrzepywał co rusz buty z błota, ciął nożycami niefrasobliwe gałązki. Pośpieszną pracę wciąż jednak niepokoiły mu dochodzące dźwięki zza płotu sąsiada. Rozmowy, stuki, a nawet tajemnicze huki.

– Co ten Przyszłość tam znowu wyrabia, że pracować nie da? – ze złością, ale i ciekawością zaczął wygadywać pod nosem. Praca coraz bardziej mu nie szła, bowiem niezdyscyplinowane Myśli i arogancka Uwaga wciąż wyrywały się do płotu. Nie wytrzymał. Podstawił sobie mały taborecik i niczym peryskop w kapeluszu, wysunął się z zaciekawieniem ponad krawędź ogrodzenia.

Przyszłość siedział w drewnianej altanie i grał w kości ze znajomymi. Człowiek nie do końca rozumiał o czym mówią, ponieważ u Przyszłości zawsze inaczej funkcjonowały prawa fizyki, dźwięki nie zawsze były słyszalne, perspektywa i odległości lubiły płatać figle, a wszystko zwykle spowijała, niczym domowy pupilek ocierająca się przymilnie o nogi, Mgła Przyszłości. Mimo to zobaczył wyjątkowo wyraźnie, kto taki wpadł w odwiedziny do sąsiada. Z zapałem na jaki tylko było ich stać (a do bogaczy w tej dziedzinie nie należeli), w kości grali Śmierć, Tęsknota, Żal i Przemijanie.
Zanim Człowiek zdążył zrobić cokolwiek więcej poza rozczarowanym westchnieniem, usłyszał tupot nóżek i skrzypienie niedomkniętej furtki ogrodowej.

– Czas! Czas! – krzyknął zeskakując z taboretu i biegnąc ile sił w stronę tańczącej furtki – Wracaj mi tu zaraz, cholero jedna!

Okazało się, że Czas kontemplował z zachwytem osikany przez psa głaz przy drodze, Człowiek bez trudu więc złapał go i niosąc pod pachą, pomaszerował z powrotem z stronę domu.

Po drodze, o dziwo, zdążył zauważyć czarne kropki owoców w soczystej czerwieni pnączy na murze, nienachalny, acz bardzo elegancki zapach liści w zgrabionej dopiero co kupce przeznaczonej na ognisko oraz kotłujące się w radosnych kuksańcach stalowe chmury na kobaltowym niebie.

– Nie będzie mi Czas uciekał z mojego ogródka, gdy wyglądam niepotrzebnie za płot Przyszłości – prychnął oburzony, po czym uznał, że „potem” jest właśnie teraz, czas zatem najwyższy na pachnące i smakowite śniadanie.

sniadanie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s