Kochaj siebie samego jak bliźniego swego

Słońce już zaszło. Zmarznięte miasto powoli naciągało na siebie wieczorną kołdrę w gwiazdy. Człowiek niechętnie postawił przed swoim gościem filiżankę z parującą herbatą.

– Nie wierzysz mi? – zapytał gość.

– No cóż… – zastanowił się Człowiek. Nie chciał być niegrzeczny. W końcu nauczył się już, że czasem pozory mogą mylić. Ale z drugiej strony przecież od dziecka był uczony, że egoizm jest zły. W końcu nie na darmo obrywał od rodziców, gdy zjadał wszystkie czekoladki z szafki nad stołem, zanim do domu wróciła reszta rodzeństwa. W szkole recytował pouczające wierszyki o wspaniałomyślnym poświęcaniu się dla innych, a w bajkach zawsze wygrywali ci, którzy nie śmieli myśleć o sobie.

– Egoizm nie brzmi dobrze, wiesz? – Gość otworzył gwałtownie usta, jednak Człowiek nie pozwolił sobie przerwać – Nawet Zdrowy Egoizm. Tak naprawdę wciąż daje te same negatywne skojarzenia. Skoro egoizm, to nie może być zdrowy. To taki kiepski oksymoron. Jakaś ściema. Pic na wodę, fotomontaż – uznał przemądrzale.

Gość spojrzał smutno, po czym spokojnie skosztował aromatycznej herbaty.

– Po raz kolejny ci mówię, że moje imię tak nie brzmi. Ktoś kiedyś tak mnie nazwał i dotąd zastanawiam się czy to było złośliwe działanie czy może po prostu zupełnie nieprzemyślane uproszczenie. Jakkolwiek by nie było – nadało mi bardzo niesprzyjającej aury.

– Jak zatem się nazywasz?

Gość odpowiedział, ale w tajemniczy sposób Człowiek nie usłyszał. Może to tramwaj za oknem, może krzesło zaskrzypiało, a może jego uszy nie umiały słyszeć takich słów. Zobaczył tylko ruch ust i przemianę, która dokonała się na twarzy gościa – łagodne spojrzenie, pełne troski, wyrozumiałości i czułości. Człowiek poczuł się nieswojo. Jakby otulił go ciepły dotyk spokoju i wyjątkowości. Zawstydzony, nienawykły do takich uczuć, odchrząknął głośno.

– Przepraszam, nie usłyszałem cię. Czy możesz powtórzyć?

– Nazywam się Miłość Własna.

Wstyd z rozmachem zaczął malować Człowiekowi policzki niczym rumiane jabłka w jesiennym ogrodzie. Znowu poczuł się jak Dziecko, które z radością i spełnieniem wylizuje sreberka po ostatnich cukierkach. Ale za plecami już czai się złowrogi cień Rodzica, już słychać stukot zbliżających się gniewnie obcasów, a w uszach rozbrzmiewa porażająca zażenowaniem nagana: „Jesteś taki niedobry, nie można tak myśleć o sobie! Brzydki chłopiec!”. To wtedy widział ją po raz ostatni. Wstyd i lęk przed potępieniem skutecznie wygoniły ją na koniec świata, a może nawet jeszcze dalej. Początkowo za nią tęsknił… Potem zupełnie zapomniał o jej istnieniu.

Pozwalając wstydowi na dalsze szaleńcze malowidła, usiadł naprzeciwko Miłości Własnej. Uśmiechnęła się do niego wzruszona. Była już taka dorosła, widać, że dużo w życiu przeszła. Ale w tym pięknym uśmiechu zobaczył znajomą dziecięcą radość, ciekawość świata i szczodrość. Dotknął jej dłoni, policzka, włosów. Znowu coś powiedziała, ale on znowu nie usłyszał.

– Czy możesz mówić głośniej? Kiepsko słyszę, co do mnie mówisz…

– Przez tyle lat do ciebie mówiłam, krzyczałam, prosiłam. Zaglądałam do twoich snów, ocierałam szeptem twoje łzy. Czasem przemawiałam głosem innych ludzi. Podsuwałam ci mądre książki i nieprawdopodobne przypadki. A ty tak rzadko mnie słyszałeś.

Zachwycony Człowiek nie przestawał dotykać Miłości Własnej, kreślił palcami jej kontury, sprawdzał z zaciekawieniem granice, chwytał zachłannie ciepło i zapach jej skóry.

– Teraz dopiero przypomniałem sobie na powrót o twoim istnieniu. Chcę na nowo cię słyszeć, chcę rozumieć, co do mnie mówisz. Nie zostawiaj mnie. Już nigdy.

Zasapany Wstyd opadł z hukiem na krzesło stojące obok Człowieka i Miłości Własnej. Potargany, umazany w rumianej farbie dał wreszcie za wygraną. Spojrzał z zazdrością na rodzącą się na powrót miłość, po czym fukając zabrał swoje wiaderko z farbą i ostentacyjnie wyszedł.

lqssajxtee8-tiko-giorgadze

Reklamy

7 thoughts on “Kochaj siebie samego jak bliźniego swego

  1. Człowiek jest tak zmienną i kruchą osobowością że „miłość własna” to w zasadzie jeszcze większy oksymoron jak egoizm. Ludzie kochają bowiem w sobie różne wady i nawet je pielęgnują w przekonaniu że robią dobrze. Chodzi więc w zasadzie nie o miłość własną, ale o uwielbienie i pielęgnowanie w sobie obiektywnego i niezmiennego dobra… obrazu Boga. Miłość „własna” to świadome i dobrowolne dążenie do tego ideału.

    „Ostatecznym celem rozwoju jest miłość. Wobec tego każdy cząstkowy rozwój: fizyczny, emocjonalny, materialny, intelektualny, artystyczny czy religijny ma sens o tyle, o ile przybliża nas do celu najważniejszego (…)

    Miłość jest aktem skierowanym ku dobru człowieka.

    (…)Miłość jest aktem, czyli konkretnym działaniem, które może być podjęte lub też nie. Miłość nie jest uczuciem, z którym bardzo często jest mylona. Miłość może być podtrzymywana przez różne uczucia i to nie tylko te przyjemne (np. uczucie przyjaźni, zakochania, serdeczności), ale także przez te powszechnie uznawane za „negatywne” (np. gniew, zazdrość). O tym, czy uczucie poruszy człowieka ku miłości, decyduje wola i rozum, gdy tych zabraknie, bardzo często mamy katastrofę…”

    https://odyssynlaertesa.wordpress.com/2015/06/08/i-poznam-wszystek-rzeczy-sens-jakem-poznany-wybiore-milosc-jak-ja-sam-jestem-wybrany-monika-i-marcin-gajdowie-o-pracy-nad-soba/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s