Do widzenia

– Ojej, chyba się spóźnię – pomyślał Człowiek, wbiegając do kawiarni, gdzie się umówili. Tupnął kilkakrotnie, aby strzepnąć śnieg z butów, ściągnął z głowy zaśnieżoną czapkę i pociągając nosem zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Ciekawe, czy już jest? Jak wygląda? Poznam ją? Zrobił parę kroków w stronę cierpliwie czekających stolików, po czym zawahał się i zatrzymał. W tym momencie ją zobaczył. Trzymała w dłoni filiżankę z parującą kawą i uśmiechała się do niego zalotnie. Podszedł niepewnie, chwycił delikatną dłoń, którą podała mu z gracją na przywitanie.

– Dzień dobry – powiedział odrobinę zawstydzony Człowiek.

– Do widzenia – powiedziała Zmiana. Człowiek, pochylony w nienaturalnym ukłonie, zastygł zdumiony. Trzymając wciąż jej dłoń, po chwili namysłu wyszeptał:

– Słucham?

Zmiana zachęciła go, aby usiadł. Niestety, gdy odwrócił się w stronę krzesła, jakaś postać stojąca tuż za nim, szybko je zabrała, po czym dosiadła się do stolika obok. Człowiek stał więc dalej przy Zmianie, nie wiedząc zupełnie co ma zrobić. Poczuł się głupio, nieadekwatnie, miał ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie.

– Ciekawe, co jeszcze mnie spotka. – wyrzucał sobie w duchu – Randek mi się zachciało. Jest tak piękną, elegancką kobietą, która spotyka się zapewne wyłącznie z wybrańcami, a ja tu od samego początku robię z siebie pajaca.

– Człowieku… – powiedziała do niego głosem o brzmieniu, którego nigdy dotąd nie słyszał. Jakby była zagraniczną turystką, albo, może nawet lepiej zabrzmi, przedstawicielką obcego gatunku z innej planety. Pobrzmiewała w nim nuta tęsknoty i słodkiej obietnicy, delikatnie przyprawiona pikanterią ciekawości, ze zdecydowanym posmakiem ryzyka. Jak skok z dalekich przestworzy w morze znakomitego szampana.

– Jeżeli chcesz się ze mną przywitać, musisz najpierw pożegnać się z tym, co nie toleruje nowego, z tym, co nie jest Ci już potrzebne, czego rola skończyła się w twoim życiu, albo nawet i z tym, co ci jawnie szkodzi. Wiem, że dobrze ich wszystkich znasz, dzięki nim pozornie czujesz się bezpiecznie. Ale ich obecność sprawia, że ja nie mogę zaistnieć u twego boku. Rozejrzyj się tylko wokół…

Człowiek posłusznie rozejrzał się wokół. Ten, kto przed chwilą ukradł mu podstępnie krzesło, to Strach. Nie przepadał za tym dryblasem, z którym chodził już do podstawówki, jednak po każdym spotkaniu z nim kołdra naciągnięta na głowę we własnym łóżku rozgrzewała tym przyjemniej i bezpieczniej. Strach rozsiadł się teraz wygodnie i patrzył na niego prowokująco. No cóż, zawsze tak robił, Człowiek już do tego przywykł. Chyba mu nawet na to pozwalał… Dalej, w kącie sali, siedział Komfort. Razem z Poczuciem Bezpieczeństwa wyjadali sobie wzajemnie lody z pucharków, mlaszcząc głośno z zadowoleniem. Przyzwyczajenie z uciążliwymi Powinnościami (Mój Boże, czy zawsze było ich tak dużo?) patrzyli na niego spode łba, zaś Niskie Poczucie Wartości siedziało na małym stołeczku, patrząc nieśmiale w czubki swoich dziurawych butów. Tuż nad nim, na długiej kanapie, rozsiadły się Pilne Sprawy na Wczoraj. Cała kawiarnia wypełniona była dobrze znanymi mu postaciami. Mimo, że nie znał imion wszystkich, to jednak całą masę emocji, przekonań i obaw, które ze sobą wnieśli w torebkach, na butach czy zapachach, niewątpliwie znał od podszewki.

-Jesteś gotowy się z nimi pożegnać? Jesteś gotowy stracić to, co miałeś do tej pory? – zapytała Zmiana tym swoim obcym, a jednak jakże pociągającym głosem.

– A co, jeśli ty mnie tylko mamisz? Jeśli wcale nie jesteś tak wspaniała, jak pisałaś do mnie w marzeniach? Jeśli stoją za tobą Ryzyko i Ułuda?

Zmiana tylko wzruszyła ramionami i ponownie sięgnęła po filiżankę. Słuchała jednak uważnie, co Człowiek ma jej jeszcze do powiedzenia.

– Albo – kontynuował – wprowadzisz mnie na salony, które nie są dla mnie? Gdzie się nie odnajdę, bo nie będę znał tego twojego wytwornego języka, ani skomplikowanej etykiety… Albo…

– Wiesz co? Mam pomysł – przerwała mu, zrywając się zgrabnie i zakładając prędko elegancki płaszczyk. – Też jestem bardzo ciekawa, jak nam się ułoży. Może więc zamiast gdybać i słuchać tych twoich „życzliwych” przyjaciół, spróbujemy? Bo widzisz… jak przystało na zdrowy związek – decyzje będziemy podejmować wspólnie. Mówisz, że nie lubisz salonów? To dokąd idziemy?

Zmiana stała gotowa do drogi, założywszy na swe skrzące rude pukle zawadiacki kapelusz. Człowiek poczuł wiele par oczu wlepionych w niego z oczekiwaniem. Poczuł również zapach stęchlizny i dawno nie wietrzonego powietrza. Ktoś tu chyba powinien się zawstydzić.

– Tik – tak – podpowiedział mu mądrze stary zegar, ale Lęk szybko dał mu prztyczka w nos.

Zastanawiał się jeszcze chwilę, po czym pobiegł do drzwi, które już zamykały się za jego partnerką. Nagle zatrzymał się i kulturalne ukłonił:

– Do widzenia. – po czym z trzaskiem zamknął za sobą  drzwi.

Czekająca na schodach Zmiana chwyciła go pod rękę.

– Dzień dobry, Człowieku. Dokąd idziemy? Nie martw się, nasz pierwszy przystanek wcale nie musi być bardzo odległy…

photo-1454321155614-9f364f7f4386

Reklamy

14 thoughts on “Do widzenia

  1. A co,jeśli Zmiana nie zawsze jest piękną,elegancką kobietą z filiżanką kawy w dłoni? Jeśli czasem to pochmurna starucha,dźgająca kijem pod żebra? Jak wtedy zobaczyć jej piękno i dać się poprowadzić?

    Polubienie

    1. Zmiana w opowiadaniu nie obiecuje, że wszystko będzie pięknie. Człowiek też się zastanawia, czy to nie za duże ryzyko. Dlatego Zmiana proponuje, aby sprawdzić, zrobić pierwszy krok, który wcale nie musi być bardzo duży…
      Zawsze jest ryzyko.
      A co rozumiesz przez pochmurną staruchę, dźgającą kijem pod żebra? Nie brzmi to zachęcająco i raczej nie kojarzy się z czymś nowym, co potencjalnie ma przynieść coś dobrego dla nas. Może to jednak coś starego tak boleśnie dźga? A może to racjonalizacja naszego lęku przed zmianą?

      Polubienie

      1. Z Twojego opowiadania wynika,że Zmiana owszem,niesie ryzyko. Ale wygląda zachęcająco,Człowieka ‚ciągnie’ do niej. A przecież czasami zmiana wygląda po prostu strasznie..i nie dlatego,że nas przeraża sam jej proces czy wysiłek,który musimy w nią włożyć,ale dlatego,że my sami nie uważamy tej zmiany za konieczną czy potrzebną.

        Polubienie

    1. Bywa tak,że na zmiany nie mamy wpływu,bo decyduje o nich ktoś inny- tracimy pracę,ktoś odchodzi. Taka zmiana jest dla mnie staruchą..Zdaję sobie sprawę,że z czasem starucha pięknieje..i okazuje się,że wszystko się dobrze skończyło. Ale właśnie zmiany,do których zostajemy niejako zmuszeni,sprawiają,że boimy się nawet tych,które wydają się pięknie wyglądać.

      Polubienie

      1. Teraz już rozumiem. W życiu pojawiają nam się różne okoliczności zewnętrzne, na które rzeczywiście nie mamy bezpośredniego wpływu – czyjaś śmierć, wojna, likwidacja naszego miejsca pracy, wypadek itp. To opowiadanie mówi o czymś innym, o zmianie wprowadzanej celowo i świadomie do swojego życia, bo jest szansa, że poprawi jego jakość.
        Natomiast takie niespodziewane wydarzenia, które przytrafiają się nam w naszym życiu nie zawsze mają sprzyjający charakter. Na pewno warto nad nimi tez pracować, ale czasem niestety niosą za sobą wielką destrukcję…

        Polubienie

  2. Zmianę wybraną przeze mnie w pełni popieram i się uśmiecham do niej. Jest piękna.
    Ta mi narzucona nie zawsze taka się wydaje. Może z czasem, z dystansem się przeobraża w coś lepszego i wyskakuje jak z larwy motyl.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s