Szczypta kary, garść rozmarynu

Człowiek siedział w kuchni z nosem w książce. Postanowił kształcić się w sztuce gotowania. Przeglądał niezwykle starą księgę kucharską, którą znalazł w swojej domowej biblioteczce. „Szczęście nadziewane radością”. Za słodkie, skrzywił się. „Wyśmienity pudding wdzięczności”. „Marzenia w sosie słodko-pikantnym z blanszowanymi migdałami”. Mmm, to musi być dobre, Człowiek oblizał się ze smakiem.

Przewracał kolejne karty, aż doszedł do rozdziału zatytułowanego przekornie: „Słodko-gorzkie przekąski”. O, ten dział znał bardzo dobrze, uśmiechnął się dumny. Właściwie każdego dnia coś z niego przygotowywał. Przez długi czas myślał, że te drobne potrawy zupełnie mu nie wychodzą, ze nieopatrznie psuje ich słodycz i wyrafinowany smak nadmierną goryczą, pospiechem czy przerośniętą ambicją. Dopiero z czasem, nabierając powoli doświadczenia, jego podniebienie konesera zaczęło uważniej rozpoznawać te współistniejące smaki. Ta niezwykła sztuka pozwoliła mu gorycz przesuwać na równie ważny, jednak plan dalszy, dzięki czemu kleksy słodyczy stawały się aromatyczną i esencjonalną wisienką na torcie. I tak oto kawałek błękitnego nieba potrafił zachwycić tym mocniej, gdy kontrastowała go wzburzona burzowa chmura, konieczność czekania na spóźniony tramwaj dawała możliwość przyjrzenia się uważniej przepięknym i różnorodnym elewacjom kamienic, na które nigdy dotąd nie wystarczało czasu. Oj, jakże ciężko było nauczyć się, że gorycz, pałętająca się pod nogami, wcale nie musi psuć całego smaku potrawy, a nawet może go jeszcze uwydatniać.

Kolejny rozdział dotyczył błędów w gotowaniu: „Niezdrowe nawyki w stosowaniu przypraw i dodatków”. Człowiek przejechał palcem po pogrubionych literach. „Obok glutenu, soli i glutaminianu sodu, ludzie mają wyjątkową skłonność do nadużywania krytyki wszelakiej, nadmiernego aplikowania sobie kary za rzekome błędy i nieprawości, które wykroczeniami wcale nie są, z drugiej zaś strony do nierozważnego stosowania dodatków ostrych i pikantnych, które ranić mogą delikatne podniebienia ich towarzyszy posiłków. Zauważa się również nadmierną i niepotrzebną powściągliwość w stosowaniu jako okrasy akceptacji, dystansu i zwykłej, do zdobycia przecież przy każdej polnej drodze, pospolitej życzliwości, jakże bardzo usprawniającej proces trawienia.”

Człowiek przekartkował starą księgę i odnalazł spis treści. Z niektórymi rozdziałami nie zdążył się jeszcze zapoznać, inne były mu już nad wyraz znane: „Lekkie i świeże desery na co dzień, mdłości niepowodujące”, „Dania i składniki bazowe, bez których żyć się nie da”, „Jak podawać dania i pięknie nakrywać do stołu, aby nie robić z niego odpustowego kramu”. Wiedział jednak, że podstawą całej książki jest rozdział: „Odpowiednie proporcje i równowaga w odżywianiu Człowieka”. Wiedział także, że będzie potrzebował jeszcze wielu lat praktyki, aby zdobyć te aptekarskie umiejętności. Całe szczęście odwagi dodawała mu świadomość, że ta precyzyjna waga jest w nim samym – aby usłyszeć jej wskazania musi tylko częściej wyłączać wszechobecne audycje autorytarnych i wiecznie mlaszczących podczas zjadania wszystkich rozumów, bardzo mądrych głów.

f

Reklamy

5 thoughts on “Szczypta kary, garść rozmarynu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s