Mary codzienności

Lalala laaaa! – nucił Człowiek, a kamyki wystrzeliwujące spod turkoczących kółek walizki uciekały w popłochu gdzie pieprz rośnie. Może nie znają się na muzyce – pomyślał Człowiek. Może Człowiek nie zna się na śpiewaniu – pomyślały w rewanżu kamyki.

Miał dość. Miał dość swojego pędu. Pędu świata wokół. Ludzkich twarzy rozmywających się obok w grymasach roszczeń i oczekiwań. Obowiązków, spraw na wczoraj, coraz krótszego mignięcia własnej zmęczonej twarzy w porannym lustrze. Celowego ignorowania patrzących z wyrzutem oczu w lustrze wieczornym.

Krzyczał już w myślach. Pluł, tupał i bił pięściami. Na zewnątrz jednak, jak zwykle, uśmiechając się uprzejmie, ukłonił się jeszcze gadatliwej sąsiadce wracającej z zakupów.

– Dzień dobry, pani Nowakowa. Faktycznie, bardzo dorodne te pomidory. Muszą być pyszne!

Nie lubił pomidorów.

Nie, nie, nie uciekał. Nie tym razem. Jechał spotkać się ze sobą. Po prostu. Wciąż był dla siebie tak trudno dostępny. Wciąż sam sobie ginął zasłaniany marami codzienności. Mary nieważne i wcale nie tak straszne, ale za każdym razem odkrywał to dopiero, gdy mara łaskawie zamykała już za sobą drzwi.

Już nie mógł się doczekać. Tylko on… i on. I cisza. Myśli, których nic i nikt nie zagłusza. Potrzeby, których nikt nie wypycha z kolejki. Baczna obserwacja siebie, swoich odczuć, swojego dużego palca u nogi. Bez krytyki, bez zachwytu. Tak po prostu.

Zarezerwował sobie na weekend hotel. Puste nakrycie obok przy stole w hotelowej restauracji. Tyle przestrzeni, tyle czasu, tyle… „mnie” – dokończył Człowiek.

Może kupię sobie kwiaty w prezencie? – pomyślał – Zawsze tak lubiłem kwiaty. A może książkę? Poczytam sobie na balkonie hotelowym. Zaglądając od czasu do czasu w kadry życia przechodniom. Patrząc, jak spieszą się, biegną, są już tam, gdzie ich jeszcze nie ma. Ale tylko na chwilę. Tylko od niechcenia. Po co tracić czas na cudze „nie tu i teraz”.

Pociąg ruszył. Człowiek po raz pierwszy od bardzo dawna zaczął się odprężać. Wyciągnął nogi daleko przed siebie, podrapał się po brzuchu. Już coraz mniej zajmował siedzenie obok, a coraz bardziej to, na które miał wykupiony imienny bilet.

mantas-hesthaven-135478

Reklamy

4 thoughts on “Mary codzienności

  1. lalala .. lalala …

    W dniu 11 marca 2017 16:12 użytkownik Znaczenia Cienia napisał:

    > Znaczenia Cienia posted: „Lalala laaaa! – nucił Człowiek, a kamyki > wystrzeliwujące spod turkoczących kółek walizki uciekały w popłochu gdzie > pieprz rośnie. Może nie znają się na muzyce – pomyślał Człowiek. Może > Człowiek nie zna się na śpiewaniu – pomyślały w rewanżu kamyki. Miał d” >

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s