Na kogo wypadnie, na tego bęc!

Plac był bardzo rozległy. Jak okiem sięgnąć Człowiek widział innych ludzi. Małych, dużych, brzydkich, zachwycających i absolutnie przeciętnych. Każdy zaopatrzony w zestaw kolorowych kred. Niektórzy spoglądali na siebie nieśmiało, niektórzy spode łba, jeszcze inni z wielkim zaciekawieniem i radosnym oczekiwaniem. Byli i tacy, którzy wbiegli na plac jak niesforne kociaki i już rozpoczęli grę w berka, roześmiani i otwarci. Całkiem duża część czekała wciąż w wejściu, nie wiadomo na czyj sygnał, pozwalający im zrobić pierwszy krok.

Rozpoczęło się. Właściwie nie wiadomo kiedy. Nie było żadnych pisanych zasad. Ot, nim każdy się obejrzał, to już się działo. Życie! Człowiek początkowo krążył wśród innych, obserwował, obwąchiwał, wyczuwał mikroklimaty i sprzyjające fronty. I, jakby wiedziony tajemną siłą przyciągania (romantycy i poeci mówią, ze to przeznaczenie, Człowiek twierdzi, że to była lekka kreska), już rysował z niezwykle atrakcyjną blondynką wspólny obraz domu, ogródka i studni. Blondynka z wyraźnym zaangażowaniem dopracowywała obraz grządek z rabarbarem. I huśtawki dziecięcej. Tu niestety z wykończeniem pomógł jej przystojny brunet, dając wcześniej zbędnemu już Człowiekowi niespodziewanego kuksańca.

– Beztalencie takie… – mruknął Człowiek, aby poczuć się lepiej.

Z innym człowiekiem, w którym Człowiek przeglądał się jak w przejrzystym lustrze, nakreślili zgodnie grę w klasy, w którą, wraz z wiatrem, a czasem i pod wiatr, zaczęli bez słów grać. Cóż za porozumienie, zachwycał się Człowiek. Pokrewieństwo dusz, jak nic!

A tam, z tą bandą oszołomów, jak pomyślał z przekąsem, zaczęli wypisywać sobie wzajemnie obraźliwe słowa. No i kto ma większa fantazję? Kto komu pokazał? A bardziej brzydkiego rysunku to nie znasz? Człowiek ze złością cisnął kredą o rozgrzany asfalt, aż rozpadła się na tysiąc małych kawałków. Szkoda czasu!

A teraz, z tym zabawnym wariatem bez twarzy, rysowali szlaczki i wzory, które nie oznaczały nic, a mogły przecież oznaczać wszystko. Wzory zawijały, przenikały się, czasem goniły lub tańczyły ze sobą w skocznym uchwycie, aby ostatecznie każdy poszedł w swoją stronę, bez ostatniego spojrzenia, a nawet i tęsknoty. Ale też bez ran do gojenia.

Z kolejną osobą Człowiek rozpoczął bój. Z zapałem, coraz bardziej pozbawiony tchu i poczucia bezpieczeństwa, rysował wokół siebie kręgi, coraz większe, coraz szybciej, z coraz większą niechęcią. Tamten z coraz większą pazernością próbował odebrać mu jego przestrzeń, próbując kredą na długiej wędce dostać się do środka twierdzy Człowieka. Gonitwa i walka była tak trudna i wyczerpująca, że Człowiek, wiedziony potarganym instynktem, który zaspał i włączył się do boju dużo za późno, postanowił oddalić się najdalej jak się tylko da. Na długo pozostał jednak niesmak i pył kredy powodujący reakcję alergiczną i silne łzawienie. Instynkt dostał reprymendę i nowy budzik.

Zawody nie miały końca. Wciąż nawet nie wiadomo było, kto wygrywa. Na nikogo nie czekało żadne podium. Nagród nie było. Mimo to, niektórzy potrafili całkiem dobrze się bawić. Inni zaś nie robili nic, tylko przypatrywali się krzywo trzymanym w dłoniach kredom, zapewniając wszystkich wokół, że gdyby tylko mieli pisaki dobrej marki, to by dopiero stworzyli arcydzieła.

tina-floersch-39144

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s