Odpuszczam…

To był ten czas. Najwyższy. Na uświadomienie. Uniezależnienie. I odpuszczenie.

Uświadomienie

Tak właściwie to zaczął sobie uświadamiać już dawno. Trwało to długo. Nieraz było zdumiewające. Często bolesne. Wpływ, jaki jego rodzice wywarli na niego. Jak go ukształtowali. Jako małe dziecko chłonął świat ich oczami, czytał ich mapy, które były wówczas jedyną dostępną dla niego rzeczywistością. To, co powiedzieli, miało moc kreacji, to, co wyznawali, stawało się jego dekalogiem. Nie znał innych rzeczywistości. Nie przypuszczał nawet, że takie w ogóle istnieją. To też sprawiło, że ich błędy, nie zawsze przecież świadome czy intencjonalne, zaczęły tworzyć jego wewnętrzny świat, który go okaleczał. Osłabiał. Blokował. Ich ograniczenia stały się jego więzieniem. Ich wartości zabrały miejsce dla jego własnych. Jak trudno było pojąć, ze troska bliskich może też robić krzywdę. Jak trudno uwierzyć, że ci, którzy tworzyli jego rzeczywistość nie byli doskonali i potrafili też robić złe rzeczy. Błądzić. Krzywdzić. Nie radzić sobie ze swoimi problemami.

Kiedy wreszcie to do niego dotarło – bolało jak diabli. Bolesną ranę, którą wreszcie świadomie poczuł, wypełnił matowy żal. Bezdenne rozczarowanie. Złość druzgocąca. I podstępne poczucie winy, które jak gryząca sól nie pozwalało ranie zagoić się, poddając w wątpliwość prawo do uznania, że rodzice wcale nie byli doskonali i przyczynili się do jego trudności. Ale przecież miał pełne prawo poczuć to wszystko. Wręcz musiał sobie na to pozwolić, była to bowiem jedyna droga, aby rana wreszcie zaczęła się zabliźniać.

Uniezależnienie

A potem przyszedł czas na korygujące zabiegi chirurgiczne. Na przecięcie wiążących ich niepotrzebnych i krępujących niteczek. Już wiedział, że może. Że teraz może śmiało podróżować po swojemu. Nie w prawo, jak rodzice, a w lewo, albo bardziej po skosie. Dość często jeszcze odzywał się w nim głos, który nakazywał, machał groźnie palcem, zawstydzał, wywracał oczami z dezaprobatą. Ale coraz częściej potrafił go odróżnić, oddzielić. Nie ulegać mu. To był bowiem ich głos, nie jego. A bycie sobą wcale nie musiało ich krzywdzić, jak dotąd wystraszony myślał.

– Przecież oni są dorośli, a ja wcale nie mam nad nimi takiej omnipotentnej władzy! – odkrywał powoli.

Odpuszczenie

I teraz nadszedł czas na odpuszczenie. Siedzieli przed nim. Jego Wewnętrzni Rodzice. Mógł im się już przyjrzeć uważnie. Teraz już spokojnie i, co nowe, również ze zrozumieniem.

– Skrzywdziliście mnie. – powiedział ze smutkiem – Ja nie byłem w stanie się przed wami bronić. Byłem dzieckiem. Ufałem wam. Byłem zdany na was. Dostałem od was bagaż, którego wcale nie chciałem. Ale wiem też, ze wy dostaliście podobny od swoich rodziców. Albo od losu. Uwierzyliście im, że inaczej się nie da. Być może wam też wcale nie było łatwo. To była jedyna dostępna wam rzeczywistość.

Nie ma więc sensu, żebym niósł swój żal do was przez całe moje życie i, podobnie jak wy, obarczał nim dalej bliskie mi osoby. Teraz jestem już dorosły i biorę za siebie odpowiedzialność. Nie będę już dłużej niósł waszego ciężaru. Odpuszczam wam to, co świadomie, bądź nieświadomie mi uczyniliście. Przyjmuję was takimi, jakimi jesteście.

Człowiek zastanowił się i postanowił dodać głośno:

– I wszystko to niezależnie od tego, czy w życiu realnym przyjmiecie moją krzywdę, czy nie. Bo teraz to ja tworzę swoją rzeczywistość, nie wy.

Od teraz, będąc wolnym, mógł kochać niedoskonale. Niedoskonałego siebie i swych niedoskonałych bliskich.

paul-bence-158797

Reklamy

8 thoughts on “Odpuszczam…

  1. Naprawdę mądry tekst.
    Niestety, niektóre osoby są bardzo uzależnione od rodziców i tu wcale nie chodzi o utrzymywanie, łożenie na studia, itd. Można mieć swoje mieszkanie, rodzinę, a jednak wciąż tkwić w tej „niewoli”. Nie otwierać się na rzeczy, które rodzice potępiają.
    A przecież rodzic, jak każdy inny człowiek – może się mylić.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ela, jak to zazwyczaj bywa, bardzo podoba mi się to, co piszesz. To ma sens. Trudno stanąć przed sobą w prawdzie i oddzielić to, czego nauczyli nas rodzice od tego, kim jesteśmy naprawdę. Tak dużo zależy od tego, co mamy w głowie. Najgorzej jak to czyni nas niewolnikami własnych ograniczeń.

    Polubione przez 1 osoba

    1. A jakże często wydaje nam się wtedy, że ograniczenia są poza nami, niezależne od nas… Nie możemy, nie damy rady, nie uda się, nie wolno, nie powinno się… Mozna je mnożyć w nieskończoność… I często tak własnie robimy…
      Dziękuję jak dobre słowa, zapraszam do częstego komentowania 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s