Ulga przychodzi powoli

– Przyszła już? – zapytał po raz ósmy tego dnia. Przecząco pokręcili głowami. Byli cierpliwi.

– Jeeeezu, no ile można czekać! – Człowiek do cierpliwych nie należał. Wyjrzał przez okno. Sprawdził telefon (po raz trzeci tej godziny), bo może wysłała jakiegoś smsa. Nie wysłała.

– Trzeba wziąć inicjatywę w swoje ręce. Sam do niej zadzwonię, pospieszę ją! – rzucił z przekonaniem i wybrał numer. Nasłuchiwał. Telefon pocieszająco wystukiwał rytmiczny sygnał. Nie odebrała.

Spojrzał ponuro na gości. Siedzieli jeden obok drugiego. Czasem zamieniali się miejscami. Raz jeden był bliżej Człowieka, raz drugi nawiązywał rozmowę. A Człowiek miał wielką ochotę wysłać ich do wszystkich diabłów.

Smutek mówił niewiele. Ściskał zwykle za gardło, albo wyciskał bolesne łzy.  Żal dla odmiany ściskał za serce i odbierał dech. Rozpacz dużo krzyczała, czasem zaś kiwała się w tę i we w tę jak osierocone dziecko. Lęk wprowadzał nerwową atmosferę, która udzielała się wszystkim. Zwykle rozlewał gorącą herbatę i upuszczał to, co aktualnie trzymał w rękach. Raz po raz siedzący akurat najbliżej biesiadnik musiał wchodzić pod stół, aby wydobyć łyżeczkę czy serwetkę.  Rozpacz znalazła nawet trzy gotowane ziemniaki i nadgryzionego schabowego. Mimo konsternacji, wyrzuciła je tylko do kosza, taktownie nie komentując.

Człowiek wszystko wiedział. Że czas, że nie wolno uciekać, że trzeba przeżyć. Przewracał oczami z niechęcią, czasem jawną złością, ale mocno starał się nie poddawać. Raz było lepiej, raz gorzej. Czasem, gdy już myślał, że uciążliwi goście opuścili go na zawsze, gdy słońce zaczynało świecić jakoś mocniej i ogrzewać wychłodzone od łez policzki, gdy nieśmiały uśmiech coraz częściej pojawiał się na przymglonej cierpieniem twarzy… okazywało się, że niechciani towarzysze niedoli znowu wracają, z torbami pełnymi zakupów na kolejny obiad.

Ale co by było, gdyby pozostał w tym zupełnie sam? Pusty jak dzwon bez serca. Nieprawdą jest, że byłoby lepiej. Już się nie oszukiwał. Niemniej jednak świadomość konieczności przepracowania tego, co przepracować należy, wcale nie czyniła Smutku, Żalu ani Rozpaczy lżejszymi. Nie nadawała im sympatyczniejszych cech, nie powodowała chęci zaproszenia ich na kręgle. Dlatego wciąż tak bardzo czekał, aż usłyszy nareszcie jej zbliżające się kroki.

Nastawił uszu. Chyba skrzypnęły drzwi. Wstrzymał powietrze. Cisza. Już miał ze złością kopnąć pod szafę kolejnego ziemniaka (co ten Lęk ma z tymi ziemniakami…?), gdy jednak noga zamarła mu w powietrzu.

Usłyszał. Usłyszał kroki! Ciepłe, dające świeżą przestrzeń, kojące stuk – stuk. Goście zaczęli się pakować. Lęk pospiesznie zjadł w kącie ostatniego ziemniaka.

Człowiek dopiero teraz zrozumiał, dlaczego potrzebowała tyle czasu. Ulga zbliżała się do niego od bardzo dawna. Ona po prostu chodzi bardzo powoli.

jonathan-singer-239377

 

 

Reklamy

2 thoughts on “Ulga przychodzi powoli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s