Kompot truskawkowy

Człowiek przeciągał się powoli na leżaku.

– Mmm… – szepnął do swoich towarzyszy. Spojrzeli na niego ze zrozumieniem. Nie odpowiedzieli. Nie, nie dlatego, że lekceważyli Człowieka. Wręcz przeciwnie. Nie musieli nic więcej mówić. Bo i po co? Wszystko było tak proste, że bardziej jasne być nie mogło. Odpoczywali. Dodatkowe teorie były zbędne i tylko psułyby ideę tej prostoty.

– Misiek! – Człowiek wyciągnął rękę – Nalejesz mi kompotu?

Misie Niechce spojrzał ze zdumieniem, bo niespecjalnie mu się chciało.  Ale w końcu siedział najbliżej, a przy tym może nalać też i sobie, istniała więc realna szansa, że korona mu z głowy nie spadnie. Zwłaszcza że miał czepek w pingwiny, bo dopiero wyszedł z basenu. Zapełnił mrugające słońcem szklanki i podał wszystkim chłodny napój. Nicnierobię podniósł na chwilę okulary i uśmiechnął się z wdzięcznością.

– Z truskawkami – zamruczał  z zadowoleniem. I Leniem.

Człowiek z namaszczeniem wypił pierwszy łyk. Pyszny, truskawkowy kompot, taki, jaki pamiętał z wakacji u babci. Słodki, pełen owoców, które można było (mimo, że nie można było) wyciągać ze szklanki ociekającymi palcami i wkładać sobie prosto do buzi. Barwne krople poleciały mu po brodzie, co czyniło degustację tym pełniejszą. Tu i Teraz usiadł obok i zaczął delektować się namokniętymi truskawkami wraz z nim.

Człowiek lubił jego towarzystwo. Świat wówczas jakby stawał w miejscu, czas zwalniał, a zmysły wyostrzały się, niczym bystre strzały, polujące na wyszukane doznania.

Liście winogron kołysały się lekko, od czasu do czasu pozwalając ciekawskim promieniom słońca rozchylić poły ich sukien. Ptaki w oddali leniwie śpiewały swe niezobowiązujące pieśni o zbliżającej się sjeście. Na pobliskiej rabatce pszczoły bzyczały do siebie kłótliwie, która była tu pierwsza i która ma, w związku z tym, spadać na drzewo. Wiatr przychodził, odchodził, od niechcenia czasem przeleciał palcami po wietrznych dzwonkach. Świerszcze dorzucały swoje trzy grosze do popołudniowej etiudy. Nagrzana ziemia i trawa pachniały dopieszczone i wymuskane pocałunkami słońca. Im bardziej Człowiek skupiał się na tu i teraz, tym większy blask bił od kolejnego towarzysza wypoczynku, który od dłuższego już czasu podziwiał kalejdoskop chmur na niebie. Człowiek nie musiał nawet kierować wzroku na Święty Spokój, jego słodkiej obecności nie dało się bowiem nie poczuć.

Listonosz zostawił w furtce kartkę, którą wiatr szybko odrzucił podmuchem śmiechu. Wakacyjne pozdrowienia od Niepokoju i Poczucia Winy wylądowały w rowie. Została tylko gazetka promocyjna z dmuchanymi basenami ogrodowymi i plastikowymi grabiami.

lukas-blazek-256748

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s