Ciasto z zakalcem

Zadzwoniła z samego rana. Już wieczorem miał nieprzyjemne przeczucie, że coś złego się kroi… Rozmowa przez telefon wyglądała tak, że ona ćwierkała z entuzjazmem jak katarynka, podczas gdy Człowiek, stojąc przed lustrem, robił w milczeniu krzywe miny. Kto powiedział, że musi być tak całkiem poprawny i mądry?

Dobrze wiedział jednak, że z nią ma żartów. Że nie ma co przed nią uciekać, udawać, że nikogo nie ma w domu, że nie wie w ogóle o co chodzi, że jest zajęty czymś zupełnie innym i w ogóle on to nie on.  Potrafiła wtedy być obok przez bardzo długi czas. Niezwykle uciążliwy czas.

Otworzył drzwi. Stała z wielkim pakunkiem, opierając się o framugę drzwi. Człowiek zaczął zastanawiać, czy ona przypadkiem nie patrzy na niego zalotnie. W głowie jej się poprzewracało. Kapryśna księżniczka, której humory musi znosić.

– Cześć – rzucił kwaśno.

– Cześć, Człowiek.  Przyniosłam ci ciasto! – już była w kuchni. Czuła się jak u siebie. Człowiek zmrużył niechętnie oczy i z udawanym spokojem zamknął za nią drzwi. Wiedział, że wyganianie jej sprawi, że stanie się złośliwa i zatruje mu życie.

– Gdzie masz talerze? – krzyknęła prosto z szafki kuchennej.

– Tam, gdzie ostatnio… – mruknął.

Gdy wszedł do kuchni, na stole stał już talerz z pokrojonym ciastem. Oj, co to był za wypiek… Przypalony z jednej, z potężnym zakalcem z drugiej strony. Podczas drogi dodatkowo zgniótł się i przypominał… nic nie przypominał, Człowiek upomniał się, powstrzymując odruch wymiotny i oddychając głęboko.

– To ja może zrobię herbatę! – Żeby było łatwej przełknąć, dopowiedział sobie w myślach.

W końcu usiedli. Już nie można było dłużej zwlekać. Pierwszy kęs.

– I jak? – zapytała Rozczarowanie z nadzieją.

Człowiek nic nie odpowiedział. Łzy napłynęły mu do oczu, pot zajął swoje miejsce startowe na czole. Silne rumieńce wymieniały się co chwila w sztafecie z trupią bladością. Język ścierpł, a gardło paliło boleśnie. I… nareszcie, udało się. Przełknął. Rozczarowanie uśmiechnęła się zadowolona i zerknęła dyskretnie na zegarek.

– No to jeszcze ostatni kawałek i będę się zbierać!

Wiedział. Wiedział, że musi. Kiedyś wydawało mu się, że będzie sprytniejszy od niej i po cichu schował jej ciasto do szafki. Wtedy jeszcze nie wiedział, że w połączeniu z ukrytymi w powietrzu żalami i krzywdami, w cieście zachodzi tak wybuchowa reakcja, że potem przez długi czas nie mógł doczyścić kuchni. Nie mówiąc o dokuczliwym smrodzie w całym mieszkaniu. Żyć się nie dało! Teraz wiedział, że najlepszym wyjściem jest przełknąć ten jej koszmarny wypiek. Co dziwne, ale chyba najważniejsze, po przełknięciu dokonywała się jakaś tajemna reakcja neutralizacji goryczy i kwasu. W najgorszym wypadku czasem tylko pozostawał cierpki niesmak lub odbijało mu się czkawką. Prędzej czy później przychodziła jednak ulga.

toa-heftiba-227086

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s