Za siedmioma szalami, za siedmioma czapkami

Było zimno. Nawet lodowato. Wiatr dął ile sił w płucach, jakby chciał popisać się przed kłębiącymi się, ciężkimi chmurami. Te w odpowiedzi napięły się, wydęły, po czym zaczęły hojnie sypać śniegiem. Ludzie skryci za siedmioma szalami, za siedmioma czapkami, za siedmioma paltami, przemykali pośpiesznie, złorzecząc na paskudną pogodę. Zmrok powolutku i bardzo niechętnie zbierał się z pobliskiej restauracji, gdzie postanowił zjeść suty obiad przed, długą o tej porze roku, pracą.

A Człowiek stał. Lekko rozpostarł ramiona, jakby robiąc więcej miejsca na to, co właśnie chciał przyjąć. Zdjął szal i czapkę, które zasłaniały mu świat. Uniósł twarz ku niebu, pozwalając by płatki śniegu delikatnie muskały jego zarumienione od mrozu policzki. Zachwycał się ich nieśpiesznym tańcem, niepowtarzalnymi wzorami, niewymuszoną symetrią. Te bardziej śmiałe decydowały się pocałować go w oczy, wówczas przymykał je delikatnie i oddawał się przyjemności pocałunku. Poczuł, że ktoś za nim staje. Odwrócił na chwilę głowę, gdy Przyjemność położyła mu czule dłoń na policzku. Uśmiechnął się lekko, z przyjemnością.

Chmury oczarowały Człowieka, jak wielobarwne czarodziejki na niebie. Ich potężne kłębowisko nie miało sobie równych, kształty, kolory i potęga śnieżna jeszcze lepiej smakowały z otwartą buzią. Tym razem ktoś ujął dłoń Człowieka. To Zachwyt uścisnął go mocno. Wyłonił się z tłumu, rozchełstany, bez czapki i wcale nie zamierzał się dłużej skrywać.

– Cudownie, ze jesteś – Człowiek  pochylił ku niemu głowę, uwielbiał bowiem jego odurzający zapach. Szeroko otwarte oczy Zachwytu mówiły wszystko. Słowa były zbyt małe i płoche. Ściskająca go ręka jakby otworzyła wszystkie jego zmysły i usprawniła połączenia nerwowe.  Gdzie teraz Człowiek nie spojrzał, zawsze dostrzegł coś, co chwytało go za serce. Miłość ojca, który właśnie karmił swoje umorusane dziecko kupionym na straganie parującym wędzonym serem. Nieśmiałe światełka na wielkiej choince, które mrugały zachęcająco do uroczyście wizytujących je płatków śniegu. Starsza pani o pergaminowej skórze, która założyła przepiękny czerwony kapelusik, aby jeszcze bardziej podobać się, i tak kochającemu bez granic, dżentelmenowi podtrzymującemu jej kruchy łokieć. Misterna bombka, której piękny wzór ktoś malował ręcznie karmazynem swojego twórczego serca. Człowiek czuł się jak zahipnotyzowany. Zachwyt wypełnił jego pierś, otworzył szerzej jego chłonne cudowności w zwykłości oczy, zarumienił jeszcze mocniej uśmiechnięte policzki. Przyjemność dała mu kuksańca pod żebra, po czym przysunęła się konspiracyjnie.

– Zamknij buzię, bo ci wrona wleci – uśmiechnęła się wesoło i podała ceramiczny kubeczek z zaczarowanym zimowymi przyprawami grzanym winem. Drugi, razem z wielkim obwarzankiem z makiem, podała Zachwytowi. Tu i Teraz przedzierał się do nich przez tłum, a Zwyczajność, w dopiero co zakupionej plastikowej koronie na głowie, radosna i dumna, niosła im skwierczące kiełbaski z musztardą i najsmakowitszą na świecie pajdą wiejskiego chleba.

48337133_264462610864212_4019767949408600064_n

Reklamy

5 uwag do wpisu “Za siedmioma szalami, za siedmioma czapkami

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.