Myśli przyłapane: Zeszły czwartek

Zdaje się, że zmiany często przychodzą niespodziewanie. Najpierw czekasz nie wiadomo na co. Pojawia się pierwsza myśl, wewnętrzne mrugnięcie, jak błyskawica, matko boska, a może by tak…? Ale czy tak można, czy to w ogóle jest możliwe? I wtedy odzywa się ponury głos: Pewnie nie, nie ma co się zastanawiać, bo to śmieszne. Odwracasz się zawstydzony od myśli, udajesz, że jej nie ma, chrząkasz skrępowany, po czym zaglądasz do telefonu, nie wiadomo po co, ale to zawsze zajmuje kojąco i ręce, i uwagę.

Mija parę dni, znanych, zwykłych, gdzie wszystko jest przewidywalne, oczywiste i, wiadomo przecież, że nie do ruszenia. Skupiasz się na drobnych, a przecież niecierpiących zwłoki sprawach, dziś skrobie po piętach jutro, popychane przez za miesiąc i przyszłą wiosnę. I nawet, wstyd się przyznać, ale czujesz odrobinę ulgi, że jednak co znane, to znane, bezpieczne takie, może i wróg lepszego, ale wróg przewidywalny, wódkę można z nim wypić, swojską kiełbasą przegryzając.

I kiedy już rozsiadasz się w tej starej rzeczywistości z przekonaniem, że „eee nie, przecież dobrze jest”, kiedy mościsz sobie gniazdko pod dziurawym, ale starannie zacerowanym kocem, to ni stąd, ni zowąd nagle znów zbierają się gniewne chmury, a grom łupnie tak, że aż podskoczysz, rozrywając marną jednak cerę i z trzaskiem robiąc nowe rozdarcia w, zdawało się, fajnym przecież ściegu dotychczasowej rzeczywistości. I wtedy myśl o zmianie pojawia się znowu, jakby znacznie bardziej zuchwała, pewna siebie. Już nie pyta się nieśmiało o szklankę wody, a zaczyna szarogęsić, zaglądając do ukrytych kątów, pod pokrywki z zupą czy do pachnącej mydłem sprzed dekady bieliźniarki.

Powolutku zaczynasz zakolegowywać się z tą bezczelną myślą o zmianie, aż, w głębokiej przyjaźni, staje się twoją świadomą potrzebą. Macie za sobą mnóstwo przegadanych nocy, ściany zdobią wspólne szkice, stopniowo coraz bardziej wypełniane treścią kolorów. Planom, próbom i przygotowaniom nie ma końca. Pojawia się zniecierpliwienie, a nadzieja z beznadzieją wciąż remisują w licznych pojedynkach.

I kiedy w pośpiechu i tępym zapatrzeniu dziś znowu skrobie po piętach jutro, kiedy zwyczajowo i bezrefleksyjnie chcesz skrzywić się z rozczarowaniem i niezadowoleniem przy porannym przeganianiu snu spod kołdry, to nagle odkrywasz, że zmiana już się dokonała, nawet nie wiesz kiedy, może wczoraj albo w zeszły czwartek. Nie przekroczyła progu z fanfarami i wyraźną zapowiedzią wodzireja, nie był to huk szampana, po którym nowy świat zaczął się oficjalnie w nowym rozdziale. Tak niepostrzeżenie zaczęła się materializować, podawać ci masło przy śniadaniu i dorzucać się do rachunku za prąd, że jej obecność uznałeś za coś oczywistego i naturalnego.

To niekoniecznie zmiany przychodzą niespodziewanie. To ich zaskoczona świadomość czasem budzi się z wyraźnym opóźnieniem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.