Pięty pełne szacunku

Zamyślił się.

– No sam nie wiem.

– Co ty gadasz? Kpisz sobie? – Człowiek poczuł się zbity z pantałyku. Pytanie było, wydawało mu się początkowo, retoryczne.  Tak je tylko zadał, dla niewinnego rozpoczęcia rozmowy, która dopiero w dalszej części mogła być złożona, trudna i niejednoznaczna. – Sugerujesz, że nie szanuję sam siebie?! Czytaj dalej

Reklamy

Kołdra deszczu

Wyobraź sobie, że leżysz wygodnie w łóżku. Jesteś przykryty ciepłą kołdrą, która przyjemnie ogrzewa twoje ciało. Przewracasz się na drugi bok, przeciągasz. Nie musisz nigdzie wstawać, nie czekają na ciebie żadne obowiązki. Nikt od ciebie nic nie chce, ani nie wymaga. Przed tobą dzień tylko i wyłącznie dla ciebie. Czytaj dalej

Esencja zachwytu

Człowiek usiadł obok niej na ławce w parku. Zachowywał się jak tajny agent. Patrzył prosto przed siebie, niezwykle zaabsorbowany kaczką pływającą w burym stawie. Kaczka trzepotała piórkami i kręciła smukłą główką na boki. Nie, nie, zdawała się mówić. Nie przyznawaj się, że ją znasz. Czytaj dalej

Kapelusz Odpowiedzialności

Ciiiii… – szepnął Człowiek. Swojemu odbiciu w lustrze. Patrzyło bezczelnie i przemądrzale. Ach, jak go czasem denerwował ten irytujący typ. Udało mu się jednak przemówić spokojnie, wyrozumiale, jednak stanowczo. – Przestań zagłuszać, paplać jak najęty, marudzić, obrażać się czy racjonalizować. Zacznij słuchać. Bałwanie – dodał z odrobiną złośliwej przyjemności. Czytaj dalej

Moje Wewnętrzne Dziecko

Sprawdź, czy na pewno jest ci wygodnie. Możesz poprawić pozycję ciała, powiercić się, przykryć ciepłym kocem. Zamknij oczy. Może słyszysz dźwięki dochodzące z zewnątrz, czujesz zapachy, jednak zupełnie nie przeszkadzają ci żadne dodatkowe bodźce, które napływają do twoich zmysłów.

Przypomnij sobie swoje ulubione miejsce z dzieciństwa. Czytaj dalej

Pajęczyna, groszki i buraki

Człowiek zbłądził. Utknął jakby. Oblepiła go pajęczyna wyborów dokonanych i niedokonanych, zobowiązań oraz ponoszonych ambitnie i rzetelnie konsekwencji. Gdzie nie spojrzał – czaił się róg bez wyjścia. Gdzie nie dotknął – robiło się ślisko i stromo. Szarpał się, wywijał nogami… Pajęczyna oblepiała mocniej… Czytaj dalej

Latem nie słucham ptaków

Człowiek otworzył oczy i natychmiast spojrzał w groźne źrenice Ciemności spowijającej pokój. Niby tak samo, a jednak jakby inaczej. Na ile pozwalał mu Sen skaczący wciąż jak wieloryb po głowie, próbował się zastanowić. To już nie była ta zimowa Ciemność, która jednym ciosem potrafiła powalić Poranek, który z podkulonym ogonem czekał godzinami na swoją kolej. To była Ciemność, która puszczała w szwach, łamała się, traciła swą gęstość i ciężar. Czytaj dalej

Szczypta kary, garść rozmarynu

Człowiek siedział w kuchni z nosem w książce. Postanowił kształcić się w sztuce gotowania. Przeglądał niezwykle starą księgę kucharską, którą znalazł w swojej domowej biblioteczce. „Szczęście nadziewane radością”. Za słodkie, skrzywił się. „Wyśmienity pudding wdzięczności”. „Marzenia w sosie słodko-pikantnym z blanszowanymi migdałami”. Mmm, to musi być dobre, Człowiek oblizał się ze smakiem. Czytaj dalej