W stronę Życia

Deszcz kropił z nudów, chmury rozlały się po niebie, jak zanadto rozwodniona akwarela. Wiatr powiewał tu i ówdzie, zwłaszcza w okolicach ówdzie dmuchając srogim zimnem. Człowiek rozejrzał się zdezorientowany i wszedł pod chybotliwy daszek wiaty przystankowej.

– No, to poczekam sobie chwilę. – odstawił na bok ciężką walizkę i usiadł na obchodzącej z bordowo-pomarańczowej farby ławeczce. Zrobiło mu się nawet całkiem przyjemnie, stopy nie bolały, deszcze nie spływał po twarzy. Zaczął rozglądać się na boki. Ciekawe, po lewej, na horyzoncie, słońce zaczęło witać się z drżącymi z tęsknoty mokrymi drzewami. Zaglądało też do okien niewielkich domów, przytulonych do tętniących zapachami i smakami ogrodów. Ale wokół przystanku wciąż siąpił deszcz, odbierający Człowiekowi ochotę choćby na wstanie. Czytaj dalej

Nieusuwalny kadr

Człowiek powrócił z dalekiej podróży.

Był u kresu. Przekroczył granice, o których istnieniu nic nie wiedział. Nikt nigdy nie wspomniał, nie ostrzegł, nie zdradził, że istnieją tak mroczne sekrety przygotowywane przez los. Nikt nie powiedział, co za nimi czyha w złowrogich króliczych norach, które wyglądały przecież z początku tak zwyczajnie. Zanim załamał się świat. Nikt nie dał instrukcji obsługi, nie przedstawił algorytmów działania, nie poinformował uprzejmym głosem, w jaki sposób w koszmarnej katastrofie sięgać po maskę tlenową, bo ratującej maski zwyczajnie nie było, był za to obezwładniający krzyk, jego własny, ale obcy do szpiku kości.

Czytaj dalej

Niechlujny bubel

No nie mógł już dłużej przymykać oka, zaprzeczać ani nawet przeinaczać. Nadszedł ten moment w jego życiu, gdy musiał stawić temu czoła. Postanowił nazwać to wprost – był niechlujny. I wcale nie chodziło tutaj o ubłocone buty, nieświeżą koszulkę noszoną od dwóch dni czy zapleśniałe kubki po kawie wciśnięte za fotelem. W tym zakresie nie miał sobie nic do zarzucenia.

Człowiek był niechlujny w relacjach z innymi ludźmi.

Czytaj dalej

Zmarszczki trwogi

Klucz jak na złość nie chciał się przekręcić, zamek zgrzytał i rzęził jak sfatygowana maszyna do szycia.

– Wymienię cię wreszcie, zobaczysz!

Motywacja zadziałała. Drzwi pośpiesznie uniżonym ukłonem zaprosiły do środka. Człowiek gwałtownie ściągnął buty, aż podleciały z piruetem pod sufit. Stanął sztywno przed lustrem. Uśmiechał się szeroko. Twarz łagodna, lekko zaciekawiona, wyrażała pogodę i hart ducha. Poczuł mdłości. Czytaj dalej

Miłość reglamentowana

Huk stawianego z rozmachem pudła był początkowo czysty, jakby gotowy do współpracy, dźwięcznie wdzięczny za uwagę, która przyszła niespodziewanie po tylu latach. Jednak szybko został zdławiony przez pełne kurzu dławiące powietrze, uwięzione pod, zakrytymi sukienkami pajęczyn, krokwiami. Zaskoczony Człowiek przesunął pudło bliżej siebie, ale pozostało już grzecznie ciche… Czytaj dalej

Myśli przyłapane: Romeo i Wanda

W mojej łazience mieszka ćma. Ćma Wanda, nazwałam ją, bo czemu by jej nie nazwać, skoro zdecydowała się zostać domownikiem (niestety, nie dorzuca się na rachunki za światło, mimo że zdecydowanie nie lubi siedzieć w ciemnościach).

Od jakiegoś czasu z dużym zaciekawieniem obserwuję zwyczaje tej mojej Wandy. Czytaj dalej

Rozsypane znaki zapytania

Nic w nim nie pasowało. Wyglądał, jak gdyby ktoś, o wyjątkowo złośliwych predyspozycjach, poskładał go z najróżniejszych kawałków, które nie tylko do siebie nie pasowały, ale wręcz zdecydowanie się wykluczały. Kuriozalny demiurg musiał mieć wyjątkowy wredny nastrój, spinając poszczególne kawałki spinaczami, zszywkami do papieru, a w niektórych miejscach zużytą gumą do żucia odklejoną spod brudnej ławki. Czytaj dalej

Szerokie okna

Teraz to już sam nie wiedział.

Kiedyś był gotowy wytatuować  sobie jej imię na sercu. Albo i na czole. Chodziłby dumny jak paw i z chęcią prezentował swoje uwielbienie. Stanowiła motto dla jego relacji z ludźmi. Relacji z bliskimi, relacji zawodowych, była wszędzie. Wyidealizował ją, wniósł na piedestał, stawiał pomniki i zawsze ją realizował. Czytaj dalej