Skowyt świetlików

Latały wokół niego jak mrugający tuman świetlików. Albo, jak kto woli, tuman muszek owocówek, ale, w przeciwieństwie do tychże, były bardzo owocne. Czasem były tak piękne i olśniewające, że od razu wrzucał je do worka z iluzjami. Nie poświęcał im większej uwagi, uznając je za naiwne i jakże dziecinne. Ech, jaki był niemądry. Nie ma nic bardziej twórczego niż zaciekawione dziecko wyglądające na palcach przez oczy dorosłego. Czytaj dalej

Reklamy

Esencja zachwytu

Człowiek usiadł obok niej na ławce w parku. Zachowywał się jak tajny agent. Patrzył prosto przed siebie, niezwykle zaabsorbowany kaczką pływającą w burym stawie. Kaczka trzepotała piórkami i kręciła smukłą główką na boki. Nie, nie, zdawała się mówić. Nie przyznawaj się, że ją znasz. Czytaj dalej

Czas na Ciszę

Zamknął muzyce usta zdecydowanym i bezdyskusyjnym przekręceniem pokrętła. Poprawił krawat i wyprasowaną białą koszulę. Ostatnie spojrzenie w lustro i już mógł podejść do drzwi. Nie dzwoniła. Nie pukała. Mimo to wiedział, ze już tam jest. Nacisnął klamkę, otworzył drzwi szeroko. Nawet one zamilkły, mimo że zwykle drwiącym skrzypieniem komentowały każdego gościa ośmielającego się przekroczyć próg jego domu. Czytaj dalej